Impreza powoli dobiegała końca. W leśnej chacie w środku lasu nie słychać było już muzyki gatunku Indie- rocka.
Nielegalny alkohol przelał się już do końca, przemycone narkotyki rozniosły się wśród młodzieży.
Pot lał się strumieniami po dzikiej imprezie.
To był pierwszy dzień wakacji, wszystko było możliwe.
Niebo jak sierść dalmatyńczyka zaniosło się gwiazdami, można było dostrzec drogę mleczną. Rosa zajęła runo leśne, a korony drzew kołysały się swobodnie.
Ognisko za chatą zapiszczało ostatni raz po nocnym grillu. Drewniane bele z którego została wykonana chata zaskrzypiały od skacowanej dziewczyny śpiącej na jednej ze ścian.
W środku kominek ogrzewał cały domek. Dziewczyna obudziła się jako pierwsza wśród trzydziestu nastolatków.
Nie była wypoczęta ale przynajmniej nie miała kaca. Wstała smukłym ruchem, żeby nie obudzić pozostałych i wyszła z chaty. Założyła na czarna sukienkę biały długi wełniany sweter. Trampki były w tragicznym stanie.
Po długiej imprezie nie tylko były brudne, ale i rozklejone na bokach. Poszła w głąb lasu wsłuchując się w głosy nocnych ptaków.
Drzewa rosły gęsto, więc nie czuła się swobodnie, a co najważniejsze bezpiecznie. Wiedziała jednak, że musi wrócić aż wzejdzie słońce. Katy ruszyła dalej i skręciła w prawo. Nagle pohukiwania sów ustały i usłyszała krzyk pełen rozpaczy proszący o pomoc.
Był to męski głos. Przerażona zatrzymała się i nie zastanawiając się dłużej ruszyła w jego kierunku. Drugi krzyk był coraz bliżej, aż w końcu dostrzegła. Chłopak w mniej więcej jej wieku leżał na rosie, na malej polanie w środku lasu. Ubrany był jedynie w długie spodnie.
Nie widziała jego twarzy ponieważ ułożył się w pozycji embrionalnej. Podbiegła do niego chlapiąc trampkami.
- Hej, halo. Żyjesz?- zapytała potrząsając go.
- Weź mnie od niej błagam- zawył z bólu chwytając ja za udo.
Przestraszona odskoczyła i zobaczyła na jego plecach wypalone znamię. Łza popłynęła jej z kącika oka czując bezradność i ból chłopaka.
Wzięła go delikatnie i pomogła mu wstać. Osunął się na drzewo krzycząc z bólu. Tym razem zauważyła drugie świeżo wypalone znamię. Popatrzył na nią błagalnie i znowu powiedział.
- Weź mnie od niej proszę.
- Kto to jest ona? Musisz mi wszystko powiedzieć a ja ci pomogę jak tylko mogę- odpowiedziała patrząc na jego mięśnie na brzuchu, które oświetlał księżyc.
- Moja matka ona chce żebym tego nie robił a ja nie dam rady, nie mogę- powiedział, patrząc na jej rękę, która trzymała na swoim udzie.
- Ale do czego cie zmusza- zapytała zaskoczona.
- Żebym przestał krzyczeć i wić się z bólu- spojrzał w końcu w głąb lasu.
-Ale jesteś chory? Nie bardzo rozumiem- odpowiedziała zmieszana.
Powiem ci wszystko ale obiecaj ze mi pomożesz- odpowiedział i zrobił krok, ale osunął się na nią bezradnie.
Zaskoczona objęła go i postawiła znowu o drzewo. Zaczął opowiadać.
Historia zaczyna się w 1215 roku kiedy urodziło się dziecko z najpotężniejszym genem recesywnym w historii. Przy narodzinach został naznaczony blizną na karku w kształcie węża przez duchownego. Grzechem było wtedy zabijać nowo narodzone dzieci. Wiec uznany za dzieło szatana musiał poczekać do pełnoletności. Do tego czasu jednak doznał przemiany i jego możliwości telekinetyczne się powiększyły. Nie tylko mógł poruszać przedmiotami, ale przenosić się miedzy miejscami czy sięgać wzrokiem przez ściany. To nie było wszystko, było jeszcze wiele zalet. Jedynym minusem była przemiana. Jest to ból niemiłosierny. Gen łamie wszystkie kości, zrywa nerwy, mozg pęka z bólu i to wszystko trwa przez dwa dni. Mężczyzna to przetrwał i pozabijał wszystkich duchownych w całym kraju. Założył rodzinę i tak powstał ród Irina, a od niego kolejne i kolejne. Teraz linia dopadła i mnie, w tym samym tysiącleciu rodzi się trójka dzieci z tym genem: dwóch chłopców i jedna dziewczynka. Irin jednak zadbał o kobiety, nie doznają takiej przemiany jak my. Nie wiem kim są pozostali, wiem wszystko od mojego dziadka którego dziadek posiadał ten gen.
- Czyli ty jesteś potomkiem Irina i niedługo się przemienisz?- zapytała oszołomiona.
- Tak, a teraz błagam pomóż mi- poprosił błagalnie.
-O jacie , nie wiem co o tym myśleć, ale dobra pomogę ci- odpowiedziała.
Wzięła go za rękę i pomyślała żeby go zabrać do swojego o domu.
Truchtem pobiegli w stronę miasta. Nagle w śród drzew usłyszeli krzyk kobiety
-James wracaj do domu teraz, bo cie wyrzucę z domu!
Katy popatrzyła na niego z politowaniem. Pomyślała ze jego życie musi być okropne, nie dość ze cierpi z bólu to jeszcze jego matka go za to karze. Stali tak wsłuchując się skąd pochodzi głos, aż zza drzew wyłoniła się głowa kobiety. Była to pulchna kobieta z zakrwawionym fartuchem.
-James co ty tu robisz?!- zapytała podbiegając do niego.
Strzeliła go w twarz z grubej dłoni i popatrzyła na Katy, która wydała z siebie głuchy okrzyk.
- Co ty z ta dziewczyną tu robisz? - powiedziała z odraza patrząc po raz drugi na dziewczynę.
- Zastanów się lepiej co mówisz, może jej nie znam ale przynajmniej ona chce mi pomóc, odsuń się ode mnie proszę, zrobię ci krzywdę- powiedział patrząc na matkę mściwym wzrokiem.
-Zamknij się i wracaj w tej chwili do domu, a ty- skierowała palcem w Katy- Lepiej żebym cię więcej nie widziała.
James popatrzył na nią przepraszająco.
Kiedy jego matka zbliżała się już do niej ten wstawił się pomiędzy nimi i krzyknął.
-Uciekaj stąd proszę, uciekaj!
Katy popatrzyła jeszcze raz na niego i pobiegła jak najszybciej mogła w głąb lasu.
Nielegalny alkohol przelał się już do końca, przemycone narkotyki rozniosły się wśród młodzieży.
Pot lał się strumieniami po dzikiej imprezie.
To był pierwszy dzień wakacji, wszystko było możliwe.
Niebo jak sierść dalmatyńczyka zaniosło się gwiazdami, można było dostrzec drogę mleczną. Rosa zajęła runo leśne, a korony drzew kołysały się swobodnie.
Ognisko za chatą zapiszczało ostatni raz po nocnym grillu. Drewniane bele z którego została wykonana chata zaskrzypiały od skacowanej dziewczyny śpiącej na jednej ze ścian.
W środku kominek ogrzewał cały domek. Dziewczyna obudziła się jako pierwsza wśród trzydziestu nastolatków.
Nie była wypoczęta ale przynajmniej nie miała kaca. Wstała smukłym ruchem, żeby nie obudzić pozostałych i wyszła z chaty. Założyła na czarna sukienkę biały długi wełniany sweter. Trampki były w tragicznym stanie.
Po długiej imprezie nie tylko były brudne, ale i rozklejone na bokach. Poszła w głąb lasu wsłuchując się w głosy nocnych ptaków.
Drzewa rosły gęsto, więc nie czuła się swobodnie, a co najważniejsze bezpiecznie. Wiedziała jednak, że musi wrócić aż wzejdzie słońce. Katy ruszyła dalej i skręciła w prawo. Nagle pohukiwania sów ustały i usłyszała krzyk pełen rozpaczy proszący o pomoc.
Był to męski głos. Przerażona zatrzymała się i nie zastanawiając się dłużej ruszyła w jego kierunku. Drugi krzyk był coraz bliżej, aż w końcu dostrzegła. Chłopak w mniej więcej jej wieku leżał na rosie, na malej polanie w środku lasu. Ubrany był jedynie w długie spodnie.
Nie widziała jego twarzy ponieważ ułożył się w pozycji embrionalnej. Podbiegła do niego chlapiąc trampkami.
- Hej, halo. Żyjesz?- zapytała potrząsając go.
- Weź mnie od niej błagam- zawył z bólu chwytając ja za udo.
Przestraszona odskoczyła i zobaczyła na jego plecach wypalone znamię. Łza popłynęła jej z kącika oka czując bezradność i ból chłopaka.
Wzięła go delikatnie i pomogła mu wstać. Osunął się na drzewo krzycząc z bólu. Tym razem zauważyła drugie świeżo wypalone znamię. Popatrzył na nią błagalnie i znowu powiedział.
- Weź mnie od niej proszę.
- Kto to jest ona? Musisz mi wszystko powiedzieć a ja ci pomogę jak tylko mogę- odpowiedziała patrząc na jego mięśnie na brzuchu, które oświetlał księżyc.
- Moja matka ona chce żebym tego nie robił a ja nie dam rady, nie mogę- powiedział, patrząc na jej rękę, która trzymała na swoim udzie.
- Ale do czego cie zmusza- zapytała zaskoczona.
- Żebym przestał krzyczeć i wić się z bólu- spojrzał w końcu w głąb lasu.
-Ale jesteś chory? Nie bardzo rozumiem- odpowiedziała zmieszana.
Powiem ci wszystko ale obiecaj ze mi pomożesz- odpowiedział i zrobił krok, ale osunął się na nią bezradnie.
Zaskoczona objęła go i postawiła znowu o drzewo. Zaczął opowiadać.
Historia zaczyna się w 1215 roku kiedy urodziło się dziecko z najpotężniejszym genem recesywnym w historii. Przy narodzinach został naznaczony blizną na karku w kształcie węża przez duchownego. Grzechem było wtedy zabijać nowo narodzone dzieci. Wiec uznany za dzieło szatana musiał poczekać do pełnoletności. Do tego czasu jednak doznał przemiany i jego możliwości telekinetyczne się powiększyły. Nie tylko mógł poruszać przedmiotami, ale przenosić się miedzy miejscami czy sięgać wzrokiem przez ściany. To nie było wszystko, było jeszcze wiele zalet. Jedynym minusem była przemiana. Jest to ból niemiłosierny. Gen łamie wszystkie kości, zrywa nerwy, mozg pęka z bólu i to wszystko trwa przez dwa dni. Mężczyzna to przetrwał i pozabijał wszystkich duchownych w całym kraju. Założył rodzinę i tak powstał ród Irina, a od niego kolejne i kolejne. Teraz linia dopadła i mnie, w tym samym tysiącleciu rodzi się trójka dzieci z tym genem: dwóch chłopców i jedna dziewczynka. Irin jednak zadbał o kobiety, nie doznają takiej przemiany jak my. Nie wiem kim są pozostali, wiem wszystko od mojego dziadka którego dziadek posiadał ten gen.
- Czyli ty jesteś potomkiem Irina i niedługo się przemienisz?- zapytała oszołomiona.
- Tak, a teraz błagam pomóż mi- poprosił błagalnie.
-O jacie , nie wiem co o tym myśleć, ale dobra pomogę ci- odpowiedziała.
Wzięła go za rękę i pomyślała żeby go zabrać do swojego o domu.
Truchtem pobiegli w stronę miasta. Nagle w śród drzew usłyszeli krzyk kobiety
-James wracaj do domu teraz, bo cie wyrzucę z domu!
Katy popatrzyła na niego z politowaniem. Pomyślała ze jego życie musi być okropne, nie dość ze cierpi z bólu to jeszcze jego matka go za to karze. Stali tak wsłuchując się skąd pochodzi głos, aż zza drzew wyłoniła się głowa kobiety. Była to pulchna kobieta z zakrwawionym fartuchem.
-James co ty tu robisz?!- zapytała podbiegając do niego.
Strzeliła go w twarz z grubej dłoni i popatrzyła na Katy, która wydała z siebie głuchy okrzyk.
- Co ty z ta dziewczyną tu robisz? - powiedziała z odraza patrząc po raz drugi na dziewczynę.
- Zastanów się lepiej co mówisz, może jej nie znam ale przynajmniej ona chce mi pomóc, odsuń się ode mnie proszę, zrobię ci krzywdę- powiedział patrząc na matkę mściwym wzrokiem.
-Zamknij się i wracaj w tej chwili do domu, a ty- skierowała palcem w Katy- Lepiej żebym cię więcej nie widziała.
James popatrzył na nią przepraszająco.
Kiedy jego matka zbliżała się już do niej ten wstawił się pomiędzy nimi i krzyknął.
-Uciekaj stąd proszę, uciekaj!
Katy popatrzyła jeszcze raz na niego i pobiegła jak najszybciej mogła w głąb lasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz